Projekt: Ojciec w Teatrze Kana – po premierze

Przełom września i października oznaczał dla mnie dwudniową emigrację z Warszawy aż do Szczecina. Czemu tak daleko? Chwilowo odrzuciłem postawę typu „ja to w żżżżyciu bym do teatru nie poszedł!”. Rzadko chodzę, ale teraz był powód. Gruby powód. Sztuka o ojcach, w dodatku z niewielkim udziałem mojej pisaniny. Gdy ekipa z Teatru Kana wysłała zaproszenie na premierę, nabyłem drogą kupna bilet PKP i ruszyłem w trasę.

6 godzin pociągiem w jedną stronę to wprost idealny czas, aby popracować i napisać kolejny tekst. Okazało się, że w pociągu nie ma gniazdek, nie mówiąc o internecie. Sprzęty mi padły, padłem i ja, po przebudzeniu uzupełniłem braki w czytelnictwie.

Ale do rzeczy – sztuka. Byłem bardzo ciekaw, jak Mateusz Przyłęcki, scenarzysta i reżyser w jednej postaci, połączy teksty różnych piszących ojców w jedną, spójną całość. Połączył! Udało się dzięki ekspresyjnej, mocnej i prawdziwej grze aktorskiej. Tomasz Grygier, Krzysztof Sanecki i Piotr Starzyński spięli te różne przecież teksty nadając im osobisty, charakterystyczny dla każdego z aktorów wymiar. Nie miałem wrażenia chaosu czy skakania bez końca po urywanych w kółko tematach. Sztuka jest fajnie zbalansowana – jest dużo ognia (głównie płonącego z tekstów Tomka Kwaśniewskiego), sporo typowo męskiego, zdystansowanego i lekko prześmiewczego podejścia do rodzicielstwa, które wszyscy tak lubimy (tyle, ile trzeba – nie za dużo), ale Mateusz znalazł też odpowiednio dużo miejsca na teksty poważne, skłaniające do refleksji, czasem smutne, emocjonalne. Właśnie – emocje. Mimo różnorodności klimatu tego spektaklu, to emocje, przynajmniej dla mnie, wybrzmiewają najsilniej, są najważniejsze. Emocje, relacje, czyli „miękkie” tematy, nad którymi my, faceci, powinniśmy pracować z największą uwagą. Co jednak ważne, postaci narysowane przez reżysera i aktorów nigdy nie przestają być mężczyznami z krwi i kości. Są prawdziwi. I to połączenie zdaje się być największym dla nas wyzwaniem.

Aktorzy grają na pełnej petardzie, z pełnym zaangażowaniem, czego dowodem są ich mokre od wysiłku t-shirty po spektaklu. Widać, że są ojcami, że wiedzą, o co chodzi. Dzięki temu ich postaci są szczególnie wiarygodne.

Element, który najbardziej utkwił mi w pamięci, to mocny, świetny pomysł muzyczny na ilustrację złości i bezsilności mężczyzny wobec sądu, jednoznacznie zorientowanego na prawa kobiety, odcinającego ojca od dziecka. Dla mnie był to najbardziej poruszający moment w całym spektaklu.

Udział moich tekstów w scenariuszu był na tle innych piszących ojców niewielki, co nie zmienia faktu, że czułem się jak u siebie. Dzięki za to całej ekipie Kany.

14445954_510391185836650_2495403170397139459_n

P.S. Kto nie był w Szczecinie, w drogę i ogień! Sama filharmonia to kawał genialnej, błyskotliwej architektury, od której nie mogłem się oderwać. Zjawiskowe.

img_0104

Bat na lenia

Moja trzyletnia już obserwacja sposobu, w jaki pojawienie się dzieci zmienia rzeczywistość osobnika dorosłego, obfituje w rozmaite wnioski. Ostatnio przywiało do mnie kolejny. Dzieci bezlitośnie punktują wszelkie przejawy lenistwa, do którego przywykłem w życiu przed dziećmi i które tak czasem uwielbiałem. Nie tolerują go i leczą nas z tej przypadłości z wściekłą determinacją.

Jest to szczególnie wyraźnie widoczne, gdy zostaję w domu sam z dziećmi. Dlaczego? Gdy rodzina w komplecie, a człowiek notuje spadek formy, stosując komunikację wprost lub używając nieco zakamuflowanego przekazu i rozmaitych tricków można przerzucić ciężar opieki nad dziećmi na żonę. Żona co prawda nie zawsze się daje, jednak jakieś prawdopodobieństwo sukcesu jest. Gorzej, gdy zostaję sam na sam z dwoma mikrusami, od razu po powrocie z pracy, po średnio przespanej nocy, bez formy i kondycji. Wtedy wyjścia są dwa – zmobilizować się i wykrzesać z siebie nieco energii, aby aktywnie spędzić czas z dziećmi (wskazane) lub zaplanować czynności tak, aby przejść w stan stand by, niskie zużycie energii lub całkowite uśpienie (mniej wskazane). W takiej sytuacji używam wszelkich dostępnych zasobów resztek inteligencji, aby skłonić je do samodzielnej zabawy i wzajemnej interakcji, podczas której mój udział ogranicza się do biernego monitoringu z pozycji horyzontalnej. Mało to ambitne, ale czasem inaczej się nie da. Z przykrością (dla mojej regeneracji) i radością (z punktu widzenia rozwoju relacji ojciec-dzieci) stwierdzam, że ten stan jest raczej idylliczną wizją i marzeniem chwili niż realną, regularną praktyką. Otóż, jak się okazuje, dzieci nie tolerują lenistwa. Nie mogą patrzeć na bezczynność, nie znoszą widoku bezwładnego cielska zalegającego na sofie z półprzymkniętymi oczami. Natychmiast porzucają wszystkie przygotowane przez mnie układanki, książeczki i zajmowacze czasu i domagają się, abym się spionizował i należycie wypełnił swoje obowiązki. Wtedy pojękując wstaję, rozglądam się po pokoju szukając brakującej energii i dołączam do dzieci. Co ciekawe, gdy zamiast położyć się na kanapie od razu po powrocie do domu ruszam do wykonywania obowiązków domowych, przykładowo ogarniając kuchnię, salon, zmywając, porządkując, przeglądając Kozaka na okoliczność posiadania kleszczy, składając pranie, wieszając pranie – patrzą zaciekawione, zwłaszcza Basia. Obserwuje każdy ruch siedząc w miejscu, czasem podejdzie bliżej, aby dokonać szczegółowego oglądu owoców moich działań. Jest zainteresowana, bo coś się dzieje. Gdy tylko podejmę nieśmiałą próbę odpoczynku, natychmiast pojawia się zestaw standardowych aktywności protestacyjnych – buczenie, machanie kończynami, w przypadku braku reakcji – wrzask, będący formą ultimatum. Poddaję się szybko, walka nie ma sensu, wszak ciężko wytłumaczyć niemowlakowi, że prawo do zalegnięcia na kanapie należy do katalogu podstawowych praw człowieka. Trzeba zaspokoić potrzebę, czyli aktywnie poświęcić dziecku uwagę lub wrócić do wykonywania czynności, które będą dla dziecka ciekawe. Konkluzja – dzieci wpływają na znaczący wzrost naszej efektywności i redukcję czasu zmarnowanego. Niemowlaki powinny zasiedlać biura Mordoru – wskaźniki wydajności w korporacjach wzrosłyby znacząco.

Ostatnio, będąc w ostrej desperacji – doświadczyłem wielkiej kumulacji braku snu, czasu na odpoczynek i energii – położyłem się koło moich córek na podłodze licząc, że jedna ręka wystarczy, aby się z nimi pobawić i ułożyć coś z klocków. W tym czasie reszta ciała miała oddać się odpoczynkowi. System działał tylko przez chwilę, po kilku minutach zasnąłem. Równie szybko obudziłem się po ciosie, który wymierzyła mi Basia drewnianą zabawką. Jak widać, tak też się nie da.

Muszę popracować nad planem dnia tak, aby regenerować się kiedy indziej. Wtedy będzie więcej energii i mniej dylematów, czy zabrać córki na spacer do lasu i rzucać patyki Kozakowi tarzając się przy okazji w trawie, czy też wymyślać kolejne sposoby, jak zalec bez życia w domu tak, aby nie zostać natychmiast ukaranym przez młode pokolenie.

Tylko jak?

IMG_7687

 

Nadchodząca premiera w Teatrze Kana – Projekt: Ojciec | Teksty TwB w scenariuszu!

Szczeciński Teatr Kana jest na ostatniej prostej etapu przygotowań do premiery nowej sztuki – Projekt: Ojciec. W scenariuszu znalazły się również teksty z książki Tata w Budowie! Jest radość, co tu dużo mówić.

Kilka słów opisu:

Projekt: OJCIEC” to tytuł naszego spektaklu teatralnego. Chcemy w nim opowiedzieć o tym, jak wygląda doświadczenie rodzicielstwa z perspektywy ojców. Scenariusz będzie kompilacją tekstów ojców, którzy piszą blogi i książki na temat ojcostwa oraz autorskich tekstów aktorów – ojców biorących udział w spektaklu.

1. W spektaklu „Projekt: OJCIEC” chcemy opowiedzieć o tym:

  • Jak młodzi mężczyźni odnajdują się dzisiaj w roli ojców?
  • Co daje im doświadczenie ojcostwa?
  • Czy i w czym różnią się od swoich partnerek w podejściu do wychowywania dzieci?
  • Czy udaje im się godzić obowiązki rodzicielskie z zarabianiem na utrzymanie rodziny?

2. Chcemy się przyjrzeć temu jakie są oczekiwania wobec ojców (ze strony ich rodzin i społeczeństwa) i czy ojcowie są w stanie im sprostać.

3. Chcemy też poruszyć temat praw ojca:

  • Czy są sytuacje, w których ojcowie są traktowani inaczej niż matki?
  • Czy państwo wspiera ojców w realizowaniu ich obowiązków rodzicielskich?

Premiera 30.09.2016

Pełny opis projektu na wspieram.to | Projekt: Ojciec

Strona Teatru Kana

kana

Polskie Radio – Czwórka

Dziś z samego rana skorzystałem z zaproszenia Katarzyny Dydo i Kariny Terzoni i zajrzałem do radiowej Czwórki. Wraz z Magdą Grzebyk (Krytyka Kulinarna) rozmawialiśmy o dzieciach w przestrzeni publicznej i związanych z tym licznych kontrowersjach.

Atmosfera 10/10, niezmiennie twierdzę, że radio ma w sobie coś magicznego.

http://www.polskieradio.pl/10/3939/Artykul/1629837,Dziecko-w-przestrzeni-publicznej-Standard-czy-problem

 

polskie-radio-czworka

Metody

Gdy okazało się, że Basia przyjdzie na świat, zaczęliśmy się zastanawiać, jak przebuduje naszą rodzinę, jak wpłynie na nasze relacje, a zwłaszcza – na Zu. Z jednej strony pocieszaliśmy się, że damy radę, w końcu posiadanie dwójki dzieci jest dość powszechnym zjawiskiem i ludzie jakoś dają radę. Z drugiej strony, kategoria „dawania radę” zawiera w sobie najszerszą z możliwych paletę szarości – można dać radę w bardzo różny sposób; od takiego, którego owocem są szczęśliwe, stabilne emocjonalnie dzieci, do stanu, w którym co prawda żyją i funkcjonują, jednak wychodzą z młodości koszmarnie pokiereszowane i pokaleczone przez błędy rodziców. I jak tu wbić się w sfery o większym nasyceniu bieli..?

Póki co, staramy się w miarę możliwości w relację Zu i Basi nie ingerować. Próbujemy dać Zu przestrzeń do własnej interpretacji tej niełatwej sytuacji, obserwujemy, jak sama próbuje sobie radzić i tłumaczyć tę nową rzeczywistość, w której w naszym domu są już dwie istoty małoletnie. Nasza aktywność, oprócz nieustannego tłumaczenia jej, jak działa niemowlak, ogranicza się w zasadzie do dbania o bezpieczeństwo Basi.

Obserwujemy. Patrzymy, jak Zu radzi sobie z koniecznością dzielenia się z Basią, co robi, by oswoić się z poszerzonym składem. I tak już kilka tygodni po narodzinach mikrusa zauważyliśmy, że Zu sprywatyzowała poduszkę do karmienia, fachowo założyła ją na biodra, chwyciła swoją lalkę, uniosła bluzkę i zaczęła ją karmić zachowując identyczną pozę, jak G.

zu karmi

W pierwszej chwili pomyślałem, że to zabawne. I tyle. Dziecko naśladuje dorosłego, koniec refleksji. Dopiero później zacząłem się zastanawiać, po co tak właściwie to robi. Zdaje się, że proste naśladownictwo to tylko powierzchnia, jego istotą jest próba oswojenia emocji związanych z nowymi, trudnymi sytuacjami. Karmienie Basi jest dla niej trudne – wszak jak dotąd tylko ona miała taki dostęp do mamy. Pojawia się więc wachlarz trudnych emocji, z którymi trzeba sobie jakoś poradzić. Szczęśliwie Zu nie wybiera w takich sytuacjach agresji, czyli najprostszego rozwiązania. Wiadomo, najłatwiej przywalić, efekt jest natychmiastowy, emocje rozładowane, a wrzeszczący niemowlak to efekt uboczny, z którym poradzić sobie muszą rodzice. Taka sytuacja zdarza się bardzo rzadko, prawie w ogóle. Zdaje się, że Zu intuicyjnie wybiera taktykę zachowań równoległych, nie decyduje się na walkę, a na płynięcie z nurtem tej sytuacji, odwzorowanie jej. Dzięki temu nie jest w niej sama, towarzyszy, podąża za nią. To mądra strategia, bez dwóch zdań. Sam chciałbym tak umieć.

Zu, zamiast walczyć, chce uczestniczyć. Dzieje się tak w wielu sytuacjach związanych z Basią – wybiera jej ubrania, chce się z nią kąpać. Od kiedy jest to możliwe, sadzamy je razem w wannie, Zu udziela mi lub G. precyzyjnych instrukcji, jak należy dbać o higienę niemowlaka i sprawdza, czy Basia została właściwie umyta. Od dłuższego czasu toczy z nami walki o to, by mogła samodzielnie ją karmić i nosić na rękach. Gdy tłumaczymy jej, że to za wcześnie, że to niebezpieczne, kompletnie tego nie akceptuje, stosuje strategię zdartej płyty i dzień później wraca do tematu. Chce uczestniczyć we wszystkim, co ma z Basią związek. Czasem to uciążliwe, ale korzyść płynąca z takiej postawy jest ogromna – już na tym etapie widzimy, jak silna jest więź między nimi. Basia na widok Zu reaguje dziką radością, śmieje się całą sobą, odrzuca zabawki po to, aby wejść w interakcję z siostrą. Z kolei Zu troszczy się o nią, robi to zupełnie spontanicznie, często sama sprawdza, co robi Basia, czy nic jej nie jest. Myśli o niej. To, jak mocna jest już ta więź, dotarło do mnie ostatnio, gdy położyła nas dość koszmarna grypa żołądkowa. W związku z tym wysłaliśmy Zu na niespełna trzydniową emigrację do dziadków. Gdy nieco się ogarnęliśmy, zapakowałem Basię do samochodu i pojechaliśmy razem po Zu. Gdy wszedłem do mieszkania, postawiłem nosidło z Basią na podłodze i pobiegłem się przywitać. Zu wystartowała w naszym kierunku, przyklęknąłem czekając, aż wpadnie w moje otwarte ramiona, tymczasem ona bez słowa minęła mnie i poleciała uściskać Basię, najpierw ją, bo to za nią stęskniła się najbardziej. Pierwsze zdziwienie przerodziło się u mnie w autentyczne wzruszenie, było to dla mnie dość niesamowite, że zareagowała tak jednoznacznie i spontanicznie.

Basia rośnie, zyskuje nowe umiejętności, które w nieuchronny sposób skomplikują siostrzaną relację. Porusza się, pełza, raczkuje i nieustannie zmienia miejsce chwilowego pobytu, zyskała mobilność, która ułatwia jej dostęp do rozmaitych przedmiotów, w tym zabawek Zu. Pojawiają się spięcia, pojawia się walka o terytorium. Zobaczymy, jak sobie będą radziły w nowych, trudnych sytuacjach, które będą narastać lawinowo. Obserwujemy dalej.

zu i basia czb