Radość w ciele się nie mieści

Zu szczęśliwie jest dzieckiem o pozytywnym nastawieniu do świata. Gdy ma wybór, czy śmiać się, czy płakać – wybiera śmiech. Oczywiście zdarzają się sytuacje, gdy jest Nie. Na wszystko i wszystkich. Ale rzadko.

Radość to emocja, którą dobrze odpowiednio wyrazić i zaprezentować światu. Do tego potrzebny jest wypracowany doświadczeniem warsztat gestów i zachowań. Gdy Zu była mikrusem, siłą rzeczy miała mniejsze możliwości – na początku oczy, potem uśmiech, po pewnym czasie doszedł głos i ruch. Teraz, gdy ma półtora roku, dorobiła się całkiem pokaźnego katalogu dostępnych technik, z których może korzystać, gdy przychodzi czas, aby zalać świat radością. Piszczy, skrzeczy, przytula się, biega jak wariatka, robi wielkie oczy, obija się nieprzytomnie o meble, kładzie się i wije, mopując sobą posadzkę, śmieje się nieopanowanie, dostaje głupawki, męczy psa, atakując go znienacka (męczenie psa zawsze jest atrakcyjne – działa niezawodnie przy każdym nastroju, od euforii do rozpaczy). Gdy człowiek patrzy na te erupcje emocji, nie sposób się choć nie uśmiechnąć. Nawet Busterowi Keatonowi drgnęła by warga.

Zu jest w zachwycie, gdy może zaprezentować innym swoje nadzwyczajne w jej rozumieniu umiejętności. Takie sesje pokazowe cieszą ją niezmiernie. Aktualnie jej repertuar przedstawia się następująco:

– Matrix – wygina się do tyłu niczym Keanu Reeves, który kulom się nie kłaniał,

– robi głupie miny, które niezawodnie rozśmieszają wszystkich; napina się przy tym tak, że coraz częściej zastanawiamy się, czy jej tak nie zostanie, co mogłoby negatywnie wpłynąć na jej rozwój i wygląd,

– policja! Na to hasło Zu podnosi ręce do góry i zastyga,

– kręci twista, po czym traci równowagę, lądując na czole, tyłku lub innej części ciała, kompletnie zaskoczona, że po raz kolejny błędnik ją pokonał,

– robi Indianina klepiąc dłonią w usta, co jest szczególnie atrakcyjne, gdy – jak teraz – ma katar; rozkleja wtedy gluty po całej twarzy, wprowadzając nas w stan lekkiej rezygnacji,

– last but not least – robi Ewę Chodakowską, czyli kładzie się na brzuchu i robi nożyce, wymachuje nogami i uprawia akrobatykę. Robienie Ewy na ten moment oznacza radość największą.

Po takim show ciężko się smucić. Działa jak dobry antydepresant. Być może to nieprzypadkowe, że dziś o tym piszę – za oknem śnieg z deszczem, ciemno, zimno i wiatr głowę urywa. Gdy wszedłem do domu, dziecko zaatakowało mnie już w drzwiach, objęło z całej siły i zaczęło swój spektakl popisowy.

Działa.

zu i radość