iKid

Wszyscy posiadacze małych dzieci wiedzą, że nic tak nie zachwyca małoletnich, jak kontakt z elektronicznymi gadżetami. Zu jest w stanie wypatrzyć telefon, komputer czy tablet wszędzie, wygrzebuje je spod łóżka, ściąga z półki, wyjmuje z torby. Wcześniej podsuwała je nam, aby uruchomić. Teraz uruchamia sama. Robi to potajemnie, w ciszy, wie, że tak właściwie, to jej nie wolno się tymi rzeczami bawić. Staramy się z G. organiczać jej dostęp do elektroniki, aby rozwijała się nie tylko poprzez kontakt z obrazami, ale przede wszystkim za pomocą własnych rąk i pełnego katalogu dostępnych jej zmysłów. Widziałem swego czasu w internetach film, pokazujący małą, kilkumiesięczną dziewczynkę, która przesuwa palcem po gazecie denerwując się, że artykuły nie chcą przeskakiwać. Pierwszy odruch – to przerażające, jak szybko dzieci przyswajają zasady działania sprzętów elektronicznych i uznają, że tak działa cały świat. Druga refleksja – to przecież normalne i oczywiste, że dzieci tak reagują, to wyłącznie kwestia czasu, który spędzają z gadżetami. Co tu się dziwić, trzeba raczej pokazywać im intensywniej świat prawdziwy i zasady w nim panujące.

iPhone, laptop czy tablet to zabawki kuszące. Dla rodziców prawdopodobnie bardziej, niż dla dzieci. Wiem, że gdy dam Zu telefon, najlepiej z otwartym katalogiem zdjęć, mam ją z głowy. Skutecznie. Mogę odpocząć, zrobić coś dla siebie, nie robić nic i się tym stanem upajać. Ilekroć się na to decyduję, mam wyrzyty sumienia, bo spławiam własne dziecko. Wyrzuty narastają, gdy obserwuję, jak Zu reaguje, gdy jej zabieram telefon czy inny elektrogadżet. Wścieka się, rzuca i wydziera. Zachowuje się, jakby była uzależniona. Wystarczy chwila przy iPhonie czy tablecie, wcale nie musi spędzać z tą elektroniką długich godzin. Narkotyk. To naprawdę daje do myślenia.

Czasem oglądamy zdjęcia razem. Lubię to, wtedy opowiadam jej o każdym z nich, Zu pyta o wszystkie osoby, które widzi, jest bardzo zainteresowana. Pielęgnuje przy tym miłość własną – nic tak jej nie zachwyca, jak widok samej siebie na zdjęciu. Eksploduje radością, „tatoooo, ditiiiiii! (czyli ona)”, upewnia się, czy widzę to wspaniałe dziecko na zdjęciu, czy należycie podziwiam. Reaguje tak samo za każdym razem, oglądanie samej siebie nie jest w stanie jej znudzić. Trzeba uczciwie przyznać – fajne z niej dziecko. Nie dziwię się.

zu i laptop

Reklamy