Dziecko rządzi

Zu dorasta. Wraz z mijającymi miesiącami coraz intensywniej zaznacza swoją obecność, domagając się włączenia jej do procesu decyzyjnego w sprawach wszelakich. Kilka dni temu zdecydowałem, że mimo wszechogarniającego mnie lenistwa i chęci pozostawania w pozycji półleżącej należy pójść na spacer. Przebrałem Zu, przebrałem siebie, przygotowałem wszelkie niezbędne akcesoria. Zostały do założenia buty. Wyciągnąłem z szafki trampki, chwyciłem nogi ludzkiego dziecka, które w tym momencie wyrwało się z objęć i rzuciło rozpaczliwie na klepki twarzą w dół. Zaczęła się tarzać, wrzeszczeć i kopać. Szczerze zbaraniałem, widziałem, że chce wyjść, że nie może się doczekać. Uspokoiła się, więc podjąłem drugą próbę. To samo. Okazało się, że chodziło o buty. Nie te buty, co trzeba. Zu planowała wyjść w białych nike’ach, a nie w cholernych, czerwonych trampkach.

Zdecydowała.

Od tej pory uważnie się przyglądam jej reakcjom na moje sugestie odzieżowo – obuwnicze, kierując się zasadą unikania niepotrzebnych konfliktów. Idzie przyzwoicie, kompromis jest możliwy poza kilkoma przypadkami, gdy Zu postanowiła wyjść na dwór wyłącznie w pampersie i zimowych kozakach, lub też w torebce foliowej na głowie, apaszce i skarpetkach. Project: runway.

Wczoraj wybraliśmy się do lekarza na szczepienie. Szczepienia nie uświadczyliśmy, ponieważ Zu miała gluty w nosie, a gdy dziecko chore – nie wolno kłuć. G. odetchnęła z ulgą, co prawda już dawno podjęliśmy decyzję, że szczepimy, jednak za każdym razem intuicyjnie staramy się ten moment nieco odwlec. Weszliśmy do gabinetu, rozebrałem Zu do ważenia i mierzenia. Chwilowo zagadałem się z medykiem. Zu stanęła na środku gabinetu, spojrzała dokoła i zabrała się do pracy. Najpewniej uznała, że aranżacja pomieszczenia pozostawia wiele do życzenia, więc zaczęła przestawiać meble, krzesła i sprzęty według własnych zasad dekoracji wnętrz. Gdy skończyła, otrzepała dłonie, usiadła na krzesełku i zafundowała sobie nagrodę w postaci zabawy wielką pluszową truskawą. Zasłużyła. Gdy lekarz nieśmiało zasugerował, że poprzednie ustawienie bardziej mu odpowiada, potulnie zgarnąłem wszystkie przedmioty i przywróciłem im pierwotny układ. Zu wysłała mi w związku z tym kilka nienawistnych spojrzeń.

Wracając, zajrzeliśmy do spożywczaka celem nabycia bułki i banana. Nie, nie tej bułki, którą sobie wymyśliłem. Zu wie lepiej, ta bardziej z lewej jest lepsza i ona życzy sobie właśnie tą. Opieram się? Nie ma sprawy, zaraz zrobi mi z tyłka jesień średniowiecza i następnym razem się zastanowię, zanim odważę się jej sprzeciwić.

zu lody