Trudno

Tak czasem jest. Trudno.

To moje najbardziej aktualne doświadczenie. Zu się wciąż zmienia, przechodzi rozmaite fazy rozwojowe, zbliża się, oddala. Z jednej strony to normalne, z drugiej – wiedza nie załatwia tematu, bo czasem niełatwo sobie z tym radzić.

Od kilku tygodni Zu jest bardzo wklejona w G. Dominacja mamy to rzecz normalna i naturalna, już wcześniej pisałem, że matka to matka, a ojciec może ewentualnie zasłużyć na miano pierwszego z obcych. Jednak tak intensywna jednokierunkowość jest czasem trudna. Gdy jestem sam z Zu, wszystko gra, jest spokojnie, stabilnie. Gdy G. jest z nią sama, podobnie. Problem pojawia się, gdy jesteśmy wszyscy razem – wtedy mała jest stuprocentowo ukierunkowana na G., gdy biorę ją na ręce, rozdziera się niemiłosiernie. Tracę pewność, czuję się nieswojo, nie wiem, co zrobić – czy upierać się i oswoić temat nie odpuszczając, czy dać dziecku spokój i oddać mamie. Nie wiem. Zu wciąż chce na ręce mamy, mama nie ma siły, jest zmęczona, to dodatkowo utrudnia akceptację takiej sytuacji.

Staram się w takiej sytuacji włączyć na siłę zdrowy rozsądek. Myślę – tak musi być, nie ma sensu walczyć, trzeba dać dziecku przestrzeń do przeżywania tych rozmaitych faz. Trudno!

Po dłuższym przemyśleniu tematu dociera do mnie, że zmienne fazy rozwoju dziecka nie są tylko dla dziecka. Są też dla rodziców, są też dla mnie – to kolejna lekcja pokory. Ostatnio znowu zacząłem nieco kozaczyć, czułem się zbyt pewnie. Taki odwrót Zu daje mi po tyłku, ale może właśnie tego teraz potrzebuję, aby ponownie się postarać i zrezygnować na jakiś czas z podejścia z gatunku „ojciec wszechogarniający”. Uczymy się.

Podobno trzy-czterolatki intensywnie przeżywają fazę „tata jest najlepszy na świecie”. Próżności moja, czekaj na swoją kolej. Będzie nagroda.

 zu i sen

Reklamy

5 thoughts on “Trudno

  1. u nas zupełnie na odwrót, Malutka (która już taka Malutka nie jest, bo zaraz jest stukną 2 latka) jest cała na Tatę. Pozwala mi pewne rzeczy robić dla siebie i z nią, ale generalnie to tylko tata tata tata na wdechu i na wydechu. Dokładając do tego silną osobowość oraz początki buntu dwulatka, to mamy lekki armagedon z kryzysem rodzicielskim włącznie. ale cóż… komandosi z błota jedli, nie? będzie dobrze. kiedyś w końcu 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s